YouTube jest cwane

Otrzymałem niedawno poważne ostrzeżenie na żółtym tle, pisane pogrubioną czcionką, które dotyczyło jednego z udostępnionych przeze mnie fragmentów występów Georga Carlina. Chodziło oczywiście o pogwałcenie praw autorskich. Filmik został wyłączony, więc usunąłem go z listy. Kolejne ostrzeżenie będzie skutkować usunięciem mojego konta. Właściwie nie mam o to żadnych pretensji. Wszystkie fragmenty i ich tłumaczenia są robione bez zgody autorów czy koncernów, mających do nich prawa. Co ciekawe, jeden z filmików, który zyskał największą oglądalność (ponad 300 tys. wyświetleń i liczba ta ciągle rośnie), nie został zablokowany. Pojawiły się informacje dotyczące praw autorskich, ale widocznie system YouTube działa tak ciekawie, że zamiast usuwania, wolą wyświetlać obok reklamy. Jednak w panelu konta ciągle jest informacja, że “status może w każdej chwili ulec zmianie”. Rozumiem, że gdy oglądalność się zatrzyma (co będzie równoznaczne z brakiem zysków z reklam), status filmu zmieni się na zablokowany. Jak już wyżej wspomniałem, nie mam o to pretensji. Wrzucając tam te fragmenty, chciałem tylko zainteresować ludzi typem rozrywki, który w naszym kraju praktycznie nie istnieje (stand-up comedy), zwłaszcza, że owe występy nie służą jedynie biernemu naśmiewaniu się jak nasze kabarety. Jednak taka polityka serwisu jest co najmniej dziwna. Czemu nie usuną wszystkich filmów, skoro czarno na białym widać, że są z tej samej wytwórni? Przy okazji, chyba niewiele osób zdaje sobie sprawę jak ciężko nabyć DVD z występami zagranicznych komików. Wysoka cena w internetowych serwisach i brak polskiej dystrybucji bardzo to utrudniają. Nie wspominając o książkach. Jeśli w końcu YouTube usunie moje konto, prawdopodobnie nie zakończę swojej wielce przestępczej działalności :) Zwyczajnie przeniosę się gdzie indziej. Choć w pewnym sensie czuję się moralnie odpowiedzialny, moją winę częściowo usprawiedliwia fakt, że dzięki tym filmikom ktoś sięgnie po oryginalne wersje.
Na zakończenie, dziękuję za wszystkie miłe maile odnośnie tłumaczeń.

Nie oglądam TV

kontrola umysłuChyba nigdy nie zrozumiem tych wszystkich akcji próbujących wybudzić śpiące owieczki z rzekomego Matriksa, w jakim się znajdujemy. Czym się one i ludzie za nimi stojący różnią od tych z telewizora? Wszędzie tylko słyszę, że tzw. media głównego nurtu wbijają mi codziennie do głowy, co mam robić, w co wierzyć i co kupować. Że moje życie jest kontrolowane przez kogoś i inne puste frazesy, które już znam od lat. Dostałem te informacje dawno temu i mam do nich odpowiedni stosunek. Problem w tym, że aktywiści z całego świata, na których składają się przeróżne zbieraniny spiskowców i fanatyków, nie chcą tylko informować ludzi, ale wychowywać własne cielątka. Takie, które będą wierzyć bezrefleksyjnie w ICH bajki. Od tego mają swoich mentorów, apostołów czy innych odchyleńców, głoszących prawdę. Bo, rzecz jasna, na bzdury tego pokroju zazwyczaj nie ma konkretnych dowodów, a żaden w miarę rozgarnięty człowiek (nienależący do sekty) nie zostanie dopuszczony do dyskusji, bo albo nie ma takiej możliwości (jest to wykład boga), albo zostanie zagłuszony i zdyskredytowany przez zgraję idiotów. Celem tworzenia takich kontrolowanych grup bezmyślnych kretynów jest oczywiście kasa (co prędzej czy później wychodzi na jaw) i możliwość sterowania nimi w pewnym zakresie. Ale takie sytuacje to ekstremum, chociaż zdarzają się (powiedzmy, że z szacunku nie będę podawał szczegółów).
Dużo częściej spotykam się natomiast z ludźmi, którzy nienawidzą mediów dla samej zasady. Bo kłamią, oszukują i ogłupiają. Dlatego wyrzucają telewizory i radioodbiorniki przez okno. Najlepsze, że są z tego dumni i wszędzie się tym chwalą. Do czasu, kiedy grono znajomych komentuje jakiś serial albo wydarzenie sportowe. Wtedy starają się dołączyć do rozmowy, żeby nie wyglądali na takich idiotów, jakimi są w rzeczywistości. Przecież wystarczy się zastanowić, kogo ogłupia i okłamuje telewizja? Ciebie? Czyli jesteś aż tak podatny na sugestie i niezdolny do samodzielnego myślenia, że nie potrafisz obejrzeć fragmentu “Faktów”? Boisz się, że jakieś zdanie niespodziewanie wkradnie się i opanuje twój umysł? Nie umiesz śmiać się Durczokowi w twarz z tych bzdur, o których nawija? Cóż, mogę jedynie współczuć. Zostałeś wyciągnięty z “mainstreamu” w pustkę swojej wspaniałej wolności i alternatywy. Wyjdź na zewnątrz błyszczeć w ten ponury dzień.

“Ateiści”, pocałujcie mnie w dupę

Niedługo po tym jak zarejestrowałem się na Facebooku, pierwszymi nieznajomymi, którzy zaprosili mnie do przyjaciół byli: ateistka i gej. Co ciekawe tego, iż druga osoba jest homoseksualistą dowiedziałem się całkowicie przypadkiem (zobaczyłem jego zdjęcia z chłopakiem/partnerem na swojej tablicy), natomiast ateistkę poznałem od razu, gdyż na wstępie dostałem zaproszenia do jakichś antyteistycznych grup i linki do stron, a każdego kolejnego dnia “śmieszną” grafikę antyklerykalną. Tak to już jest z ateokretynami, którzy nie mają ciekawszych rzeczy do roboty niż włażenie sobie w dupę w ramach kółek wzajemnej adoracji i ciągłego symulowania bycia uciśnionym w tym kraju. Internet, telewizja, radio… wszędzie pełno tego gówna. “Nazywam się Kasia, jestem ateistką.” – czy tak się, idioci, przedstawiacie? Na 100% nie, więc po cholerę do każdej swojej wypowiedzi wpierdalacie jakiś pseudoracjonalistyczno-ateistyczny akcent, skoro nikogo to nie obchodzi. Byli czarni, żydzi, geje, to “teraz kurwa my”? Obnosicie się ze swoim brakiem wiary i pogardą do Kościoła, jakby to on był winny waszej głupoty. Gdybyście zmądrzeli szybciej, wcześniej odłączylibyście się od tego kontrolno-fiskalnego systemu. Żal wam zmarnowanego czasu? To zacznijcie robić coś pożytecznego. Nienawidzę was! Nie za to, że żyjecie, chociaż nie jest to fakt godny zachwytu. Za to, że wy lub kretyni wam podobni w ramach nowej ateistycznej religii śmiecie wypowiadać się jako rzekome autorytety w imieniu moim i innych, rozsądnych ludzi. Tak jakby bycie ateistą włączało człowieka do jakiejś zasranej wspólnoty. Czy wy nie widzicie, że działacie dokładnie tak samo jak Kościół, którego nienawidzicie? Wszystko się zgadza. Jest główny prorok – Dawkins (dałeś bydłu dostęp do wiedzy i popatrz, co ty i oni z tego zrobiliście); księga – oczywiście “Bóg urojony”; nawet macie własne znaki!
Pielgrzymki?

Zaprojektujcie swoje czapki i macie cały zestaw. Komplet dla Ateokretyna – człowieka, który nie myśli a szuka gotowych rozwiązań. Który zamiast wyzwolić się z łańcuchów religii, stworzył do niej przeciwną. Który nie jest pewny tego co mówi, bo przyjął to od innego autorytetu bezmyślnie – tak jak to robił do tej pory ze wszystkim – więc musi ciągle się upewniać, słuchając innych autorytetów i tworzyć pseudointelektualne zbieraniny, w których każdy “racjonalnie” sobie wytłumaczy, że boga nie ma.
A może wy tak naprawdę, gdzieś w głębi, wierzycie? I boicie się? A może niektórzy z was ciągle chodzą do kościoła a tylko okazyjnie, przy piwku, pierdzą wtórnymi antyklerykalnymi sloganami? Nagle wam krzyże na ścianach przeszkadzają?
Żałośni idioci.

Dobre sposoby na wkurwienie czytelinka

Od czasu do czasu zaglądam na różne blogaski i strony, na które przypadkiem natknę się w internecie, choć mam przeczucie, iż takie akcydentalne spotkanie znowu zakończy się moją irytacją. Ale robię to dalej, bo mam taką chorobę – uzależnienie od informacji i marnowania czasu. Rozpuszczam swą duszę, czytając te miliony słów rozsiane po sieci i gazetach. Słowa bez treści, treść bez wartości. Czasem zamknięcie karty przeglądarki w wyniku przeczytania jakichś kretynizmów, nie zrugawszy uprzednio autora (choć zawsze robię to w myślach), skutkuje lekką frustracją. Z wiekiem ta czara kurczy się i coraz częściej przepełnia. Dzisiaj to właśnie się stało, więc postanowiłem nabazgrać trochę o jednych z najbardziej kretyńskich praktyk autorów stron i blogasków, które wkurwiają i ośmieszają. Do każdego przykładu dołożę dwie ogólne wielkości w 5-stopniowej skali z wyjaśnieniem w opisach: wkurw – reakcja czytelnika; bieda – stopień negatywnego wpływu na wizerunek autora. Uwaga: to nie jest ranking, kolejność przypadkowa.
(więcej…)

Męska choroba

Trafiłem wczoraj na fragment ostatniego audiobooka Georga Carlina, który wydał mi się dość interesujący, więc postanowiłem go trochę przetłumaczyć. Książka nosi tytuł “When Will Jesus Bring the Pork Chops?”, jest nie za długa i łatwo dostępna w internecie. Pobieżnie patrząc, jej tematyka jest zbliżona do większości jego występów. Sam jej jeszcze nie przeczytałem, ale po tym filmiku nabrałem ochoty.

RATM: 1, popowa gwiazdka: 0

Ciekawostka: Nietoperze zawsze skręcają w lewo podczas opuszczania jaskiń.
Jak donoszą media, utwór RATM “Killing In The Name”, wydany w 1993 roku, spektakularnie zwyciężył w angielskim rankingu UK Chart Show, stając się najczęściej kupowanym singlem. Było to możliwe dzięki mobilizacji internautów i wypowiedziom kilku artystów na temat poziomu muzyki lansowanej w Wielkiej Brytanii. Ponad 500 000 kopii zostało pobranych przez internet. Główny rywal – Joe McElderry, zwycięzca programu The X-factor (angielski “Idol”) – został pokonany o 50 000 sztuk.
Sama skala protestu i wspólne działanie internautów są naprawdę godne podziwu, a wybór utworu jak najbardziej słuszny. Chociaż, gdy przyjrzeć się bardziej najgroźniejszemu rywalowi, trudno się dziwić niezadowoleniu.

VS (uwaga, poniższa treść może być szkodliwa)

Zastanawiam się, czy w Polsce kiedykolwiek taka akcja protestacyjna przeciwko lansowaniu popowych gwiazdek będzie możliwa. Nietrudno zauważyć przecież, że nasi obywatele niechętnie garną się do płacenia za muzykę. Łatwiej ściągnąć “za darmo” albo włączyć radio. I jeszcze te kretyńskie usprawiedliwienia, że ZAIKS, że “wolność”, że zgodnie z prawem… żałosne. Ale jest nadzieja, bowiem uwielbiamy kopiować zagraniczne programy i akcje, więc może tutaj właśnie trzeba szukać cienia szans takiej mobilizacji.
Źródło

Pierdzenie w miejscach publicznych

Jeśli mieliście kiedyś z tym problem, oto poradnik:

Tzw. bezdomni – żule

Ciekawostka: Szczur wytrzymuje dłużej bez wody niż wielbłąd.
Jak co roku, media alarmują o coraz liczniejszych przypadkach śmierci w wyniku zamarznięcia. Oczywiście, ogromną większość ofiar mrozu (a raczej własnej głupoty i głupoty innych) stanowią bezdomni. Pojawia się problem, więc czas, żebym wkroczył do akcji.
Otóż, sprawa nie jest tak skomplikowana, jak mogłoby się wydawać. Spora część tak zwanych bezdomnych, którzy ponoszą klęskę w walce z morderczą zimą, rzadko ma kontakt z bezpłatną noclegownią czy nawet przyklasztorną jadłodajnią. Ale nie dlatego, że brakuje dla nich miejsca. W 2007 roku miasto Kraków wydało na pomoc dla tych ludzi ponad 4mln zł. Opłacono ośrodki i jadłodajnie, których jest cała masa – dla kobiet i mężczyzn osobno; jest infolinia, są psycholodzy i doradcy. To wszystko bez wliczania organizacji i wolontariuszy oraz osób prywatnych. Dlaczego więc niektórzy bezdomni nie chcą pomocy, która dostępna jest niemal na każdym kroku? Bo jest ona warunkowa! Trzeba spełnić dwa podstawowe kryteria: być trzeźwym i wyrazić chęć zmiany swojego życia, co głównie opiera się na poszukiwaniu źródła dochodu. Tu dochodzimy do sedna sprawy. Każdy wierzący w swoje wolnościowo-alkoholiczne ideały żul doskonale wie, że stojąc przy wejściu do Galerii Krakowskiej albo żebrząc od ludzi na Dworcu Głównym zarobi bez większego wysiłku na wino i jedzenie, co jest warunkiem koniecznym i wystarczającym do osiągnięcia pijackiego szczęścia. Przecież nie będzie się poniżał i prosił o lokum. On jest panem świata, wędrowcem. Jego domem jest ziemia. Może spać i srać, gdzie tylko mu się podoba. Nikt nie będzie mu dyktować warunków.
I taki nachlany żul leży sobie potem oszołomiony gdzieś w rowie czy opuszczonej stodole, zasypiając po chwili, umierając szczęśliwie i praktycznie bezboleśnie. Wierny swoim ideałom do samego końca.
Czy jest więc sens ich żałować? Czy naprawdę trzeba tym ludziom pomagać na siłę, kiedy tego sobie nie życzą? Po co dawać im pieniądze dziś, skoro jutro przyjdą znowu? Nie lepiej pomóc komuś, kto jest tego wart?
Ilu bezdomnych jest w Krakowie
Bezdomni w Miasteczku Studenckim
Menel na Kanarach
Dodane: Chcę mieć mieszkanie za darmo i chuj!

10 Najlepszych świątecznych utworów

Nadeszła moja ulubiona pora roku, za oknem kupa śniegu. Poniżej przedstawiam starannie wyselekcjonowaną listę najlepszych utworów na święta. Jeśli się z nią nie zgadzasz – jesteś w błędzie. Jeśli chciał(a)byś coś dodać, zapraszam do komentarzy.
To nie jest ranking, kolejność przypadkowa. Miłego słuchania.
1. Dean Martin – Let it Snow

2. Frank Sinatra – Have Yourself a Merry Little Christmas

(więcej…)

Najwspanialszy padł

Ku mojemu zdziwieniu, dotychczasowy darmowy hosting na kooit.net padł sobie. Właściciel nie raczył nawet poinformować swoich użytkowników, że nie zamierza opłacać dalej miejsca na serwerze i domeny (nawet dostałem kilka dni temu standardowy, comiesięczny newsletter z rzekomym polepszeniem usług!). Skutkiem tego po wejściu na główną stronę ukazuje się piękny szablon GoDaddy z informacją o możliwości zakupu domeny, a ja pożegnałem się ze swoją bazą WordPressa. Teraz biegam po archiwach Google’a i przekopiowuję wszystko ręcznie. Troszkę się zdenerwowałem, ale to moja wina. Trzeba było robić kopie bazy zwłaszcza, że hosting darmowy i niepewny. W geście miłości do tego mojego małego bękarta i irytacji spowodowanej powyższym, postanowiłem się szarpnąć i zabulić 50zł za ten serwer wirtualny tym razem w Polsce. W końcu stać mnie ;) Jak dotąd działa pięknie, z 10 razy szybciej od poprzedniego. No i też miejsca mam sporo, więc może w przyszłości przyszykuję coś ciekawego. Na razie muszę ogarnąć blogaska. Aha, można się zarejestrować, żeby nie musieć wpisywać danych do każdego komentarza.

Nowe adresy to: http://www.najwspanialszy.ayz.pl/ i aliasik: http://najwspanialszy.dl.pl/

Mam nadzieję, że już stałe i bez żadnych reklam oczywiście.